przedstawione tutaj historie wydarzyły się naprawdę/ przedstawione tutaj postacie istnieją

poniedziałek, 24 października 2011

.117

A teraz jesteśmy pijani, brzydcy, teraz idziemy na Zwierzyniecką i ze ściany wyciągamy kaszę, którą wydajemy w pobliskim monopolu o nazwie Kocyk; w Kocyku jest ładnie i przejrzyście, miła pani podaje nam piwo i fajki, wychodzimy na zewnątrz w tę jesień roku pańskiego, co obrosła w tyle na wpół rozumianych znaczeń - październik 2011 zaczął się nagle, jak seria z ciężkiego karabinu maszynowego w południowej Afryce, łuski spadają na ziemię, a my wracamy do mieszkania, które w najbliższej perspektywie również zostawimy za sobą, klika oznak naszej tutaj obecności: zatkany kran, włosy pod prysznicem - najbardziej będę tęsknił za tym balkonem; widok na zewnątrz ukazywał ropiejącą kamienicę, ukazywał, gdyż myślę, że o tej małej przestrzeni możemy mówić tylko w czasie przeszłym, brama wyglądała jak panoptykon: zawsze kojarzyła mi się z Polańskim drugiej połowy lat siedemdziesiątych, idealne miejsce na jednorazowy akt; już wyobrażam sobię tę scenę, ktoś stoi na dole i dokonuje samospalenia, a na balkonach żądni rozrywki widzowie w rękach ściskają lornetki teatralne, na ich ustach maluje się złowieszczy uśmiech. Polański i Kafka, dwa elementy określające to miejsce, o którym prawie w ogóle nie pisałem; tyle rzeczy chce wydostać się na światło dzienne, wczoraj rozpierdalałem samochody, wracając z odległych rubieży Nowej Huty, chodziłem na rękach po wyzwolonym z ruchu drogowego rondzie mogilskim, łojąc ruskie szampany, bez fajek, wkurwiony, zupełnie anonimowy - pielęgnuję w sobie nienawiść i dystans; jesienny chłód ma wymiar egzystencjalny i doszukuję się w nim chybionych idei, brakuje poruszenia, przyjmuję na siebie wszystkie wyzwania o przypadkowym przeznaczeniu, nie dociekam, nie rozmyślam, gdyż zalegająca we mnie pogarda a priori odrzuca metafizykę, tę kurwę bez celu i sensu.

archiwum

ZBROJĘ SIĘ ZA WSCHODNIĄ GRANICĄ
gg 2254924/ kalmasznawardze@gmail.com