I co i co, po przerwie, wchodzą napisy, nagle owacje gości zgromadzonych w obszernym studio na obrzeżach miasta turystycznego, po którego drogach w centrum suną najebane nogi najebanych anglików, roszczących etnocentryczne prawa francuzów, owianych złą sławą irlandczyków, japońców nieodzownie przywołujących na myśl pytanie: "co oni tutaj robią, po drugiej stronie planety"; ponadto wszystkie obiekty przypadkowe jak ciężkie, przywracające do rzeczywistości poranki dni następnych, prezenter pyta czy zjedliście kanapki, skoczyliście w tak zwanym międzyczasie do sklepu po bronxy, czy oddaliście siku w ciasnych, blokowych kiblach, gdyż - słowem przypomnienia - w poprzednim odcinku sześcsześcsześc kierowca zaginął w akcji, święty żywcem wzięty, do szatana skierowany, w bezdenne czeluści zepchnięty, a towarzysze jego wpadli w kręgi światła poza układy czasowe, co z nich listów nawet nie napiszesz, smsa nie poślesz, mejla nie otworzysz i czego tam jeszcze nie zrobisz, i wtem powracają w okolicznościach niejasnych jak wieczorne niebo nad nami, wszyscy razem, są w samochodzie i jadą na pobliski szczyt, sześcsześcsześc kierowca nadal nie nazywa się konrad, trasa przez góry: Wołek, Górka Bujakowska, Żar - swoją drogą, miał być tutaj woodstock, ale władze miasta się nie zgodziły, wszystko powraca; i teraz, i już, obraz się zawęża do rozmiarów małej ikony, ląduje w narożniku ekranu, logo logo zdrowa muzyka, przebitka, głos narratora mówi, byście nie odchodzili od odbiorników, zaraz powrócimy, jeszcze dwie reklamy, szampon i papier toaletowy, zaraz wchodzimy na wizję, nastawić wszystkie wichajstery, światło, za chwilę dalszy ciąg programu
wtorek, 23 sierpnia 2011
.112
I co i co, po przerwie, wchodzą napisy, nagle owacje gości zgromadzonych w obszernym studio na obrzeżach miasta turystycznego, po którego drogach w centrum suną najebane nogi najebanych anglików, roszczących etnocentryczne prawa francuzów, owianych złą sławą irlandczyków, japońców nieodzownie przywołujących na myśl pytanie: "co oni tutaj robią, po drugiej stronie planety"; ponadto wszystkie obiekty przypadkowe jak ciężkie, przywracające do rzeczywistości poranki dni następnych, prezenter pyta czy zjedliście kanapki, skoczyliście w tak zwanym międzyczasie do sklepu po bronxy, czy oddaliście siku w ciasnych, blokowych kiblach, gdyż - słowem przypomnienia - w poprzednim odcinku sześcsześcsześc kierowca zaginął w akcji, święty żywcem wzięty, do szatana skierowany, w bezdenne czeluści zepchnięty, a towarzysze jego wpadli w kręgi światła poza układy czasowe, co z nich listów nawet nie napiszesz, smsa nie poślesz, mejla nie otworzysz i czego tam jeszcze nie zrobisz, i wtem powracają w okolicznościach niejasnych jak wieczorne niebo nad nami, wszyscy razem, są w samochodzie i jadą na pobliski szczyt, sześcsześcsześc kierowca nadal nie nazywa się konrad, trasa przez góry: Wołek, Górka Bujakowska, Żar - swoją drogą, miał być tutaj woodstock, ale władze miasta się nie zgodziły, wszystko powraca; i teraz, i już, obraz się zawęża do rozmiarów małej ikony, ląduje w narożniku ekranu, logo logo zdrowa muzyka, przebitka, głos narratora mówi, byście nie odchodzili od odbiorników, zaraz powrócimy, jeszcze dwie reklamy, szampon i papier toaletowy, zaraz wchodzimy na wizję, nastawić wszystkie wichajstery, światło, za chwilę dalszy ciąg programu
archiwum
- luty (1)
- styczeń (1)
- grudzień (4)
- październik (3)
- wrzesień (2)
- sierpień (3)
- lipiec (3)
- czerwiec (2)
- maj (4)
- kwiecień (5)
- marzec (4)
- luty (3)
- styczeń (5)
- grudzień (4)
- listopad (6)
- październik (3)
- wrzesień (5)
- sierpień (7)
- lipiec (7)
- czerwiec (7)
- maj (4)
- kwiecień (6)
- marzec (5)
- luty (6)
- styczeń (8)
- grudzień (5)
- listopad (6)
- październik (3)
- wrzesień (1)
- sierpień (1)
